07 April 2015

My Solo Road Tripping in Amalfi Coast

 

 

 

DAY 1 - NAPOLI 

Dwugodzinny lot na trasie Berlin - Neapol i samolot pełny głośnej włoskiej młodzieży. Lądowanie samolotu kończy się nie tylko tradycyjnym klaskaniem włoskich pasażerów, ale też głosnymi gwizdami i okrzykami wdzięczności na cześć pilota. Na lotnisku w wypożyczalni czeka juz na mnie mój mały Fiat Panda, za kierownicą którego spędzę kolejne siedem dni. Jest już po godzinie 22 kiedy wyruszam z wypożyczalni na lotnisku w Neapolu w kierunku mojej kwatery w Sorrento. Obcy kraj, obce miasto, nowy samochód i odmienny styl jazdy innych kierowców, do tego jest późno i ciemno, a ja jestem zmęczona po całym dniu w podróży. Ratuje mnie znajomy głos Hołowczyca z nawigacji, którą przywiozłam ze sobą z Polski i ten głos prowadzi  mnie szczęśliwie licznymi zakrętami ciemnych ulic do mojej kwatery w Sorrento. 

  

 

 

DAY 2 - SORRENTO  

Moja kwatera w Sorrento wygląda tak jakby czas zatrzymał sie tutaj w latach 70-tych. Dodatkowo cały budynek położony jest na wzniesieniu i piętra schodzą w dół, a ja mieszkam na piętrze minus 2. Pan z recepcji uprzedza mnie, że w Sorrento są straszne korki i faktycznie nie dowierzając jego dobrym radom ląduję w gigantycznym korku na wjeździe do miasta. Po półtorej godzinie, tracę cierpliwość i zmieniam plany i kierunek. Zamiast zwiedzania Sorrento, jadę w przeciwnym kierunku wzdłuż wybrzeża aż do PRAIANO, mijając po drodze słynne POSITANO. 

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W całym swoim życiu nie złamałam tyle przepisów drogowych co dzisiaj: wielokrotne parkowanie w zakazanych miejscach - bo piękny widok więc muszę się zatrzymać i zrobić zdjęcie, dwa razy jazda pod prąd, nie mówiąc o zawracaniu na wąskich i stromych podjazdach.  

 

Popołudniu wracam do Sorrento, po to aby poszwędać się po uliczkach. Wszędzie spacerują zakochane pary, przytulają się i całują i robią sobie selfie. A moje oczy pod okularami słonecznymi ukrywają łzy ... Czasami trzeba pozwolić odejść tym, którzy kochali nas za mało, żeby nas przy sobie zatrzymać. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  

DAY 3 - POSITANO 

Czasami jest tak, że najpiękniejsze miejsca na świecie zwiedzamy z sercem przepełnionym smutkiem. POSITANO wita mnie zamglone i szare po nocnym i porannym deszczu. Ale takie właśnie są prawdziwe podróże. Do pewnych miejsc docieramy w różnych momentach naszego życia. Kiedy jesteśmy przepełnieni smutkiem i łzami, płaczą z nami piękne miejsca, stąd ta mgła i deszcz w POSITANO.   

  

 

 

  

 

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Prosto z POSITANO, jadę dalej wybrzeżem do kolejnych miasteczek - AMALFI, ATRANI i RAVELLO. 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wczesnym wieczorem jestem już z powrotem w SORRENTO i czekam na zachód słońca. 

 

 

 

 

 

 

  

DAY 4 - VESUVIO & POMPEI 

Dzisiaj kierunek Pompeje i Wezuwiusz (1281m). Kolejny wulkan zdobyty i kolejny kawał lawy prosto z krateru jest już w mojej kolekcji najcenniejszych skarbów. 

 

Włoska stacja radiowa i reklama za reklamą, włoskie reklamy przerywane włoskimi piosenkami i światowymi hitami. Nikt mnie tutaj nie zna, więc śpiewam sobie na cały głos - co mi tam ... Hołowczyc z nawigacji nie nadąża z komunikatami - zakręt w lewo, zakręt w prawo, bo droga to tutaj cały czas serpentyna wijąca się wzdłuż urwisk schodzących do morza. Nauczyłam się trąbić bez powodu jak inni włoscy kierowcy. Na skrzyżowaniach każdy jedzie tutaj jak chce, więc i ja zaczęłam po prostu pchać się do przodu i wymuszać pierszeństwo. Naprawdę mam super ubaw prowadząc mój mały samochodzik w iście włoskim stylu. Ostatni raz taką manewrówkę wykonywałam w trakcie nauki jazdy, ale tutaj nie ma rady - parkowanie lub zawracanie w bardzo wąskich i stromych uliczkach to podstawa. Nie obyło się bez drobnych otarć - jeden raz otarłam się delikatnie lusterkiem o lampę przy parkowaniu i jeden raz dotknęłam lekko innego samochodu przy cofaniu się w wąskiej uliczce. Na szczęście bez żadnego uszczerbku dla wypozyczonego samochodu. Ale biorąc pod uwagę całokształt i te wszystkie dni spędzone w trasie - jestem z siebie naprawdę dumna !!! 

 

 

  

  

 

 

   

 

  

  

 

 

 

 

 

 

 

 

DAY 5 - CAPRI 

Na niebie wreszcie pojawiło się słońce i przepędziło smutek w moim sercu. Jadąc w mikroskopijnym autobusiku na Capri, pełnym głośnych i rozgadanych Włochów poczułam się taka szczęśliwa, że daleko stąd w Polsce mam tak wiele bliskich osób wokół siebie.

  

  

  

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

DAY 6-7 - NAPOLI 

Brudno, głośno, brzydko. Wylądowałam w najbrzydszej dzielnicy Neapolu. Zaraz po przyjeździe zgłosił się do mnie miejscowy gang uliczny, który zaproponował usługę pilnowania samochodu za 30 EUR. Chłopcy powiedzieli, że jak się nie zgodzę to ukradnie go zaraz inny gang uliczny. Nie mając wyjścia oczywiście przystałam na tą propozycję. Cały dzień szwędam się po uliczkach Neapolu. Czasami zbiera mi się na wymioty, kiedy widzę co leży na chodnikach. Ale uwielbiam i fotografuję pranie wiszące pomiędzy oknami w starych klimatycznych uliczkach. Jednocześnie tęsknię za spokojnym życiem na wybrzeżu z ostatnich dni ... w małych miasteczkach na linii Sorrento - Ravello był taki spokój, z daleka od ludzi i wielkiego miasta, tylko ja i mój Fiat Panda, morze, urwiska, kręta wąska droga i włoskie radio w głośnikach ... 

Dzień wylotu do Polski. Ciemno na ulicach o 6 rano i wielka ulewa. Czekam na chłopców z gangu, którzy obiecali, że oddadzą mi samochód wcześnie rano, żebym zdążyła na samolot. Nikogo nie ma. Pan z recepcji mojego obskórnego hotelu mówi, że mam ich szukać po drugiej stronie ulicy w ciemnej kamienicy. Dzwonię wielokrotnie do domofonu wskazanego przez obsługę hotelową. W końcu u góry na balkonie pojawia się zaspany brzuchaty pan i krzyczy na mnie, że jest niedziela a ja wszystkich budzę. Mówię mu że zaraz mam samolot i muszę dostać z powrotem samochód, który jest pilnowany za pieniądze przez tutejszych chłopaków. Okazuje się, że pilnowanie mojego samochodu przejął inny gang uliczny w zamian za długi, a więc muszę poczekać w tej ulewie na innych chłopców. W końcu zjawiają się, płacę 30 EUR i pędzę na lotnisko ... 

  

 

 

 

 

 

 

 

 

Back