04 February 2015

People of Morocco

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ULICE MARAKESZU 

Samolot delikatnie siada na rozgrzanej płycie lotniska, a ja już z góry widzę pomarańczowe miasto – pomarańczowe ciasno ustawione budynki poprzecinane pomarańczowymi drogami z pasmem ośnieżonych szczytów Atlasu Wysokiego w tle. Na brudnych i hałaśliwych ulicach Marakeszu panuje wielki chaos – samochody i skutery jeżdżą we wszystkich możliwych kierunkach ignorując zasady ruchu drogowego, ale o dziwo do wypadków dochodzi tutaj bardzo rzadko. Pierwszego dnia ogarnia mnie wielkie rozczarowanie tym nazbyt ruchliwym miastem, ulicami pełnymi śmieci i jego nachalnymi i brudnymi mieszkańcami. Potrzebowałam dwóch dni, żeby oswoić się z tym pomarańczowym miastem, zielonymi liściami mięty w słodkich herbatach, barwną ceramiką i biżuterią w sukach, brązowych orzechach, czerwonym sosem chili i żółtym kuskusem z gotowanymi warzywami.  

 

Nocujemy w jednym z gościnnych domów zwanym "Riad" mieszczącym się w starych budynkach medyny. Nieustannie zachwycam się przepięknymi kolorowymi wnętrzami mojego riadu, ale zaraz po wyjściu na ulicę znowu dopada mnie niesmak związany z wszechobecnym brudem na ulicach. Podczas słodkich śniadań złożonych głównie z naleśników z dżemem na chłodnym tarasie na dachu naszego riadu, obserwujemy zachowania 2 żółwi – naszych współlokatorów. Żółwie podchodza pod stół po to żeby zjeść spadające okruszki pieczywa. Porozumiewają się pomiędzy sobą rozpędzając się w swoim żółwim tempie po to, aby puknąć się wzajmnie głowami w skorupę. Na tym samym tarasie codziennie po godzinie 18 przy słodkiej miętowej herbatce podziwiamy przepiękny pomarańczowy zachód słońca z czarnymi wieżami meczetów i wysokimi palmami w tle.  

 

Mieszkamy w sercu medyny 2 minuty od głównego placu Jamaa El Fna. Stare miasto czyli medyna pełna jest wąskich uliczek, zaułków, suk i meczetów. Gwarne, tętniące życiem i handlem ulice medyny prowadzą wprost do klimatycznego placu, będącego jednym z największych i najruchliwszych placów na świecie. Choć przez cały dzień panuje tutaj wielki rozgardiasz, to dopiero późnym popołudniem plac zapełnia się prawdziwymi tłumami ludźi i straganami gastronomicznymi rozkładanami codziennie na nowo. Przy dźwiękach afrykańskich bębnów można tutaj wypić pyszny świeży sok wyciskany z pomarańczy, spróbować lokalnych ciasteczek lub bakalii oraz przede wszystkim zjeść porządny posiłek składający się z kuskusa, grillowanych warzyw, szisz kebabu, sałatki marokańskiej i lokalnego chleba zamaczanego w ostrym sosie chili. Po placu warto się po prostu poszwędać wśród zakliczany wężów, tancerzy i grajków, przystanąć na chwilkę przy tłumie oglądającym teatr uliczny lub wdać się w rozmowę z Marokankami malującymi henną ręce.  

 

 

 

 

Back